Czego nie nauczyłem się na lekcjach historii

http://stryjski.net/czego-nie-nauczylem-na-historii/

moriscos expulsion

Weekend upłynął pod znakiem historii. Prawie cały czas czytałem w internecie artykuły na temat Hiszpanii i Maroka.
W niedzielę, ze znajomymi, mieliśmy dyskusję z cyklu “Wady brytyjskiego systemu edukacyjnego”. Tym razem objechaliśmy nauczanie historii.

Nie ma się co roztrząsać nad poziomem nauczania historii w UK. Jest raczej tragiczny. Przyznają to nawet Anglicy, którzy chodzili do tzw. piblic schools, czyli szkół niepaństwowych.
Pytanie tylko, czy w Polsce jest lepiej…

W szkole historia nigdy nie sprawiała mi kłopotu. Weekendowa lektura wprawiła mnie jednak w zdumienie.
Hiszpania nigdy nie odgrywała dużej wagi w historii Polski. Raz ich tylko mordowaliśmy z Napoleonem pod hasłem: “Za wolność Naszą, nie Waszą!”.
Chyba jednak coś się tam uczyliśmy o Europie, odkryciach geograficznych itp.? Czy, aby naprawdę to co istotne…

Niestety traktowałem Hiszpanów jako gorsze wcielenie Wandalów. Ich historia wydawała mi się pasmem grabieży i zniszczeń: kalifat w Kordobie; imperium Majów i Inków; wygnanie muzułmanów i Żydów sefardyjskich; doprowadzenie do ruiny Królestwa Sycylii i Portugalii.

Czy to prawda? - Tak, ale czy cała…

Królestwo Hiszpanii założyli Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska. To oni dokończyli rekonkwistę. Zlikwidowali jednak nie wielki Kalifat w Kordobie, ale podupadający Emirat w Grenadzie. Księstwo muzułmańskie, podległe Kastylii (i w pewnym sensie Maroku) przez poprzednie 250 lat.

Kto więc zniszczył Kalifat w Kordobie? Jak się okazuje Arabowie i Beduini z Maroka. No i nasi wojowie słowiańscy.

Upadek Umajjadów rozpoczął okres anarchii, w których każdy próbował wykroić sobie jakieś księstwo. Przodowali w tym dowódcy wojsk kalifatu, często byli niewolnicy, ściągnięci tam z ziem słowiańskich.

Status niewolnika w świecie islamskim był inny niż w Rzymie, czy Ameryce. Doborowe wojska składające się z byłych niewolników były normą. Zaskakująco często armie te potrafiły też przejąć pełną kontrolę nad swymi “panami”, tak stało sie i tym razem.

Nie byli to niestety władcy zbytnio waleczni. Gdy królestwa chrześcijańskie najechały podzielonych muzułmanów, wezwali oni na pomoc dzielnych, acz fanatycznych współwyznawców z Maroka. Ci wygrali z “krzyżowcami” bez problemu, ale natychmiast stworzyli w Hiszpanii swoje własne państwo.
Nowi władcy nie byli tak tolerancyjne jak dawni Kalifowie. Po złotych wiekach przyszedł czas prześladowań dla ludność chrześcijańskiej i żydowskiej. Tak więc, gdy rycerze z północy znów spróbowali swego szczęścia, znaleźli nagle wielu sojuszników.

Dość znacząca jest kwestia kto władał Hiszpanią później. Ferdynand i Izabela zjednoczyli półwysep iberyjski, ale nie władali jednak królestwem hiszpańskim.
Ferdynandowi, po śmierci żony, odmówiono korony Kastylijskiej. Jedyne co udało mu się uzyskać to tytuł regenta.
Pierwszym prawdziwym królem zjednoczonej Hiszpanii był ich wnuk. Karol I Hiszpański, bardziej znany jako Karol V von Habsburg - Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Dla Habsburgów, władających Hiszpanią przez następne 200 lat, było to jedynie jedno z królestw w ich imperium. Traktowali Hiszpanię i jej kolonie jak dojną krowę. Doili tak wydajnie, że w czasie ich rządów królestwo bankrutowało bodajże 4 razy. Działo się to w czasach złotej armady i grabieży dokonanych w Ameryce.
Władcy, zajęci tępieniem protestanckich heretyków w swoich rodzinnych Niemczech, nie byli zainteresowani rozwojem, czy nawet eksploatacją nowych ziem w Ameryce. Całość oddali w ręce “prywatnej inicjatywy”, czyli konkwistadorów. Interesowało ich jedynie ile ci skonfiskują dla nich złota i srebra, potrzebnego do prowadzenia kolejnych wojen religijnych w Europie. Metody były obojętne.

Pod patronatem Habsburgów inkwizycja naprawdę rozkwitła. Wbrew powszechnej opinii, ta tajna policja nie podlegała wcale kościołowi, ale właśnie królowi.
W Hiszpanii zajeła się głównie paleniem na stosach i konfiskowaniem majątków co bogatszych obywateli pochodzenia żydowskiego.
Pretekstem mogło być np. odwiedzenie synagogi w Rzymie, czy kontakty ze swoimi rodakami z innych krajów.

Co prawda już Ferdynand i Izabela wpadli na “genialny” pomysł jak masowo ochrzcić swych poddanych. Uczynili to stawiając ich przed wydawałoby się oczywistym wyborem: chrzest albo wyjazd. Zaskoczyła ich chyba jednak decyzja podjęta przez dużą część społeczności muzułmańskiej i żydowskiej.
Po śmierci żony, Ferdynand wystosował nawet list do swych byłych poddanych pochodzenia żydowskiego, w którym namawiał ich do powrotu. Za wiele to już jednak nie dało.

Habsburgowie raczej nie nauczyli się niczego na błędach poprzedników. Wystarczyło pomówienie ze strony protestantów o tolerowanie “niewiernych”, by ostatecznie wygnać całą ludność pochodzenia arabskiego. Różnica z poprzednim wygnaniem jest jednak znacząca. Mimo wszystkich pozostałości kulturowych w języku i ubiorze, od 100 lat byli to chrześcijanie.
Zapał religijny króla był tak wielki, iż dokonano tego wbrew opinii papieża i przeciw lokalnej szlachcie. Ale może chodziło jedynie o konfiskatę majątków wygnańców i osłabienie ekonomiczne arystokracji, a nie o domniemane herezje…

Oczywiście nie można powiedzieć, że Habsburgowie byli jakoś specjalnie anty-hiszpańscy. Piętno ich rządów odczuła również Sycylia i południowe Włochy. Nie oszczędzili też Portugalii, która wpadła w ich ręce zaledwie na 60 lat. Zapewne nie bez winy pozostają też i “zwykli” Hiszpanie.


Dlaczego uważam, że o tym wszystkim powinno się uczyć dzieci w polskich szkołach? Może po to by zrozumieć poczynania naszej gnuśnej i obżartej szlachty, która rękoma i nogami broniła się przed jakimkolwiek monarchą wykazującym nadmierne ambicje, a zwłaszcza Habsburgami.

Nie wiemy, czy naszym przodkom nie spodobał się pomysł wypędzania Tatarów. Może nie chcieli wyrzynać protestantów i palić na stosach Żydów? Albo woleli by inkwizycja nie zagościła pod ich strzechy… Może w końcu pragnęli, prawa do wysyłania swoich dzieci na uniwersytety do tak zdeprawowanych krajów jak Włochy i Francja, czego Hiszpanom czynić nie wolno było.
Zresztą co z tego jeśli nie kierowało nimi umiłowanie wolności, humanizm i tolerancja. Czy wolno nam ich potępić bo nie chcieli walczyć, ani płacić za cudze wojny…

Może warto uczyć w jakich czasach żyli nasi sarmaci, co ich kształtowało i jakie stały przed nimi wybory.
Może osłabienie państwa i władzy centralnej nie było wcale w tamtych czasach błędem, a jedynie instynktem samozachowawczym?

To czego uczy się dzieci w Polsce to wcale nie historia, ale narodowa ideologia.
Nie jest to nauka patriotyzmu. Dla mnie opluwanie przodków patriotyzmem nie jest.



ładuję komentarze...