Gibraltar - miasto tysiąca i jednej armaty

http://stryjski.net/gibraltar-miasto-tysiaca-i-jednej-armaty/

lotnisko

W zeszłą niedzielę wróciłem z Gibraltaru.
Miasto zaskakuje, ale głównie mieszaniną ludzi i kultur. Już pierwszego dnia usłyszałem “Adios. Take care”.

armata

Gibraltar to jednak nie tylko mieszanka angielsko-hiszpańska. Na ławce przed kościołem zupełnie naturalnie wyglądały dwie kobiety ubrane w tradycyjne marokańskie stroje. Od dawna istnieją tu społeczności włoska, hinduska i żydowska.
Społeczności ukraińska i polska pojawiły zapewne całkiem niedawno, ale w jakimś sensie stanowią kontynuację pewnej tradycji.

Różnorodności kulturowe zdumiewająco zacierają się wśród młodzieży. Językiem, ubiorem i zachowaniem nastolatkowie wydają się być typowymi anglikami. W pewnym momencie zastanawiałem się nawet skąd tam tyle młodzieży brytyjskiej :)

Nie byli to jednak młodzi turyści. Miasto ma kilka miejsc wartych odwiedzenia, raczej nie zostanie jednak mekką turystyczną.

jaskinia

Warto odwiedzić jaskinię Św. Michała. Stalaktyty i stalagmity odpowiednio oświetlone tworzą znakomity nastrój.
Dodatkowo tajemniczości groty dodaje fakt, że było to ostatnie miejsce zamieszkiwania neandertalczyka. W czasach, gdy cała ziemia była już opanowana przez naszych przodków, na Gibraltarze, żyło jeszcze kilka ostatnich rodzin naszych “kuzynów”.

tunel

Na drugiej stronie Skały “groty” wykuli już współcześni ludzie. Tunele z umieszczonymi w nich działami robią wrażenie. Zwłaszcza, że większość powstała w XVIII wieku.

Generał hiszpański, któremu nie udało się zdobyć fortyfikacji w czasie oblężenia w latach 1779-1783, stwierdził, że jest to dzieło inżynierskie godne starożytnych rzymian.
Armaty, działa, forty widoczne są w Gibraltarze na każdym kroku. Takiego nagromadzenia militariów z przeróżnych wieków nie widziałem nigdy w jednym mieście. Zapewne zostały wystawione na widok publiczny by przypominać Hiszpanom, robiącym tu zakupy, kto tu rządzi… :-)

malpa

Największą atrakcją Gibraltaru jest oczywiście sam Rock, czyli skała i zamieszkujące ją małpy. Góra, będąca geologicznie częścią Afryki, wyrasta pionowo z morza i robi wrażenie. Nie dziwne, że starożytni nazywali ją słupami herkulesa (obok widocznym gołym okiem masywu górskiego w Maroku). Natomiast występowanie tu dziko żyjących małp jest współczesnym, europejskim ewenementem.
Co prawda co do ich dzikości można mieć uzasadnione wątpliwości. Nie wydają się zbyt podekscytowane obecności ludzi na swoim terenie

  • tylko nieliczne rewidują torby turystów. Większość pozuje do zdjęć drzemiąc.

telefon

Ogród botaniczny jest miłym zakątkiem wartym odwiedzenia. Natomiast zamek muzułmański nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Porównywałem, go z Cuba z Palermo. Powstały mniej więcej w tym samym czasie i reprezentują podobny styl architektoniczny. Mimo mniejszego zniszczenia, ten w Gibraltarze robi znacznie mniejsze wrażenie.

pasy

Dużo większą atrakcją jest lotnisko. Wybudowane na mokradłach, które oddzielały kiedyś Gibraltar od Hiszpanii, znajduje się dosłownie na granicy. Pas startowy przecina jedyna droga biegnąca do miasta.
Największym zaskoczeniem jest jednak bliskość mariny. Oddzielona jest od pasa startowego jedynie… no w zasadzie niczym, nie jest oddzielona. Samoloty startują i lądują mniej niż 100 metrów od manewrujących jachtów. Gdy na całym świecie nawet 10 metrów dzielące samolot od terminala, trzeba pokonać specjalnym autobusem, to w Gibraltarze idąc z lotniska do miasta przechodzi się środkiem pasa startowego.

zatoka

Wysoka zabudowa mieszkalna (a nie hotelowa) i ceny nieruchomości świadczą, ż turystyka nie stanowi tu priorytetu. Gibraltar wydaje się miastem skoncentrowanym na handlu i obsłudze wielkich statków przepływających cieśninę i tankujących tutaj, nieobciążone podatkiem VAT, paliwo.

meczet

Pewna pradawna tradycja morska, wydaje się jednak zamierać. Jeszcze 20 lat temu, dość otwarcie, działały tu silne grupy zajmujące się przemytem narkotyków z Maroka do Hiszpanii. Podobno w latach 90-tych młodzi Gibraltarczycy po wygranej w zawodach łodzi motorowych w Szkocji oświadczyli w wywiadzie w TV, że pływać uczyli się pędząc na swych super szybkich, nieoświetlonych pontonach, pomiędzy tankowcami, uciekając przed helikopterami hiszpańskiej Guardia Civil. Ta “piracka” przeszłość stanowi już chyba jedynie wspomnienie. Dziś Gibraltar wydaje się bardzo bezpiecznym, a nawet sennym miejscem. Fakt, że marina i znajdujące się w niej jachty są całkowicie otwarte, jest rzadkością w UK, czy Hiszpanii.

Mimo całej swojej odmienności kulturowej i odmiennego klimatu, Gibraltarowi udaje się w jakiś sposób pozostać prowincjonalnym brytyjskim miastem usytuowanym na krańcu Hiszpanii i Europy.

samochodem

Oby tak zostało.


O tym po co tam byłem można przeczytać tutaj: Yachtmaster - egzamin i kurs przygotowawczy.

Zapraszam również do galerii:



ładuję komentarze...