Wygraliśmy! ;-) - Grecja majówka 2009

http://stryjski.net/grecja-majowka/

JoinUs

Minęło już prawie trzy tygodnie od powrotu z Grecji, a ja nic… Chyba czas się w końcu pochwalić.

W tym roku wygraliśmy “Majówkę”! - regaty organizowane przez JoinUs.pl.

No dobrze, może nie do końca wygraliśmy, ale puchar dostaliśmy :-) Za co to już tylko jeden Marcin wie, ale jak sadzę za dzielność morską i “duch regatowy” naszej młodszej części załogi.

Tym razem na majówkę wybrał się ze mną nie tylko Michał (7 lat), ale również po raz pierwszy nasza Marta (4), oraz Ania (8) i Kacper (11) oczywiście wraz z rodzicami.
Wszystkie dzieciaki (i młodzież) były wspaniałe. Oczywiście najbardziej dumni jesteśmy z Marty.

marta

Trochę obawialiśmy się jej żywej natury. Nie wiedzieliśmy, czy wytrzyma na 13 metrach pokładu; jak uda nam się wytłumaczyć jej zasady bezpieczeństwa, itp. Marta okazała się jednak nad wyraz dojrzała i rozsądna.
Fizycznie ćwiczenia, jak wchodzenie po zejściówce jachtu rozkołysanego na falach z kocem w jednej ręce, okazały się dla naszej 4 latki wręcz wymarzone. Wiedzieliśmy jednak, że z tym sobie poradzi. Przecież nudzą ją już zwykłe place zabaw i sama szuka bardziej ekscytujących wyzwań. :-)


Pokaż majówka Grecja 2009 na większej mapie

Jak widać na zamieszczonej powyżej mapce, trasa może nie przesadnie ambitna. Biorąc jednak pod uwagę wiek załogi to chyba i tak nie mało. Ateny - Egina - Poros - Hydra - Serifos - Kythnos - Kea - Ateny to w sumie 204 mile morskie (mierzone przez GPS bo log nie działał, ale o tym później).

kea

O Grecji na jachcie myślałem już od dawna - zwłaszcza o Cykladach.
Zdołaliśmy odwiedzić 3 najbardziej na zachód wysunięte wyspy Cyklad: Serifos, Kythnos, Kea i się nie zawiedliśmy. Również pozostałe wyspy, zwłaszcza Hydra, były naprawdę warte odwiedzenia.

Na Serifos i Kea wypożyczyliśmy auto (odpowiednio 20 i 45 euro za pół dnia i cały dzień). Przy 9 osobowej załodze musieliśmy wykonać zawsze dwa “kursy”, ale pozwoliło to nam łatwo zwiedzić wnętrze wysp.
Transport publiczny istnieje, ale biorąc pod uwagę częstotliwość kursów (co 2 godziny na Serifos) i ich cenę (1.20 euro) uważamy, że dokonaliśmy właściwego wyboru.

serifos zatoka

Na Cykladach w przeciwieństwie do innych części Morza Śródziemnego, miejscowości portowe nie są zbyt atrakcyjne. W zasadzie w porcie można zobaczyć niewiele poza jedną ulicą z kafejkami i kilkoma sklepami.

Cały urok Cyklad, z charakterystycznymi śnieżnobiałymi domami, kryje się w Chora - czyli starym mieście na wzgórzu ponad portem. Kiedyś sytuowane w ten sposób w obawie przed piratami, dziś kryją swoje skarby przed turystami. Jednak nie poświęcić czasu i nie odwiedzić ich, to tak, jakby nie zobaczyć Cyklad wcale.

kea wiatrak

Bez auta wiele wypraw, jak na przykład poszukiwanie wiatraków z których słynie Kea, okazałoby się bezowocne. No, ale może akurat w tym przypadku, warto było pozostawić pewne rzeczy niedopowiedziane… Nie zdradzę tajemnicy, niech wiatraki z Kea pozostaną jej zagadką ;-)
(Jeśli nie macie zbyt wiele czasu poświęćcie go raczej na zwiedzenie starego miasta.)

serifos

Z Cyklad, osobiście najbardziej pobadała mi się bardziej kameralna Serifos. Wyludnione Chora wyglądało naprawdę wspaniale zarówno o zmierzchu, jak i o świcie.

Na pewno na Cykladach pozostało jeszcze wiele do odkrycia. Mam nadzieję, że będzie okazja by tam powrócić.

hydra

Z trzech pozostałych wysp najciekawsza okazała się Hydra. Wyspa całkowicie odmienna w charakterze od Cyklad. Powiedziałbym włoska, czy jak słusznie ktoś zauważył chorwacka w nastroju.

Tutaj najciekawszy był właśnie port. Wypolerowane stopami kamienne płyty chodnika przypominały Dubrownik. Wyspa mimo, że usytuowana blisko lądu dzielnie broni się przed wpływami cywilizacji. Podstawowym środkiem komunikacji nadal jest osiołek - istnieje możliwość wypożyczenia, ale w tym przypadku jednak się nie skusiliśmy :-)

Jak pływa się w Grecji? W sumie nieco podobnie do Chorwacji. Nawigacja praktycznie prawie zawsze wzrokowa, choć zarówno odległości, jak i same wyspy wydają się większe.

kythnos

Nieco atrakcji przysparza cumowanie w porcie z użyciem kotwicy. W sumie to nic trudnego. Jeśli nie powiedzie się za pierwszym razem, zawsze można manewr powtórzyć, a skipper i załoga zdobędą w ten sposób niezbędne doświadczenie.
Więcej emocji przysparza wychodzenia z portu. My mieliśmy szczęście i kotwica zaplatała nam się tylko raz. Na Kythnos zaczepiła o linę cumowniczą leżącą na dnie basenu portowego. Jej przeznaczenie było nieco zagadkowe, bo nie był to muring. Po kilku minutach udało nam się uwolnić, przy jedynie nieznacznej pomocy lokalnego rybaka.
Większego pecha miał inny jacht na Hydrze. Dwie godziny siłowali się z łańcuchem, który udało im się “złowić”. Wyswobodzili się dopiero przy pomocy innego jachtu i odpowiednio zaczepionej liny.

serifos port

Infrastruktury - jeśli mamy na myśli mariny - praktycznie nie ma. Trzeba być przygotowanym na samodzielność. Prysznice na lądzie były dostępne chyba tylko raz. Osobiście nie skorzystałem wybierając ten jachtowy - bo bliżej. Toalety łączyły się czasami z zamówieniem frappe - ale czyż nie jest to dobry pretekst do spróbowania tej oryginalnej greckiej kawy :-)
Byłem jednak mile zaskoczony w porównaniu z Sycylią. W Grecji infrastruktura dla jachtów może nie jest bardziej rozbudowana, ale ceny to odzwierciedlają. Opłata portowa to 2-3 euro (nie zawsze pobierana), a tankowanie wody to około 5 euro.

kea zachód

Grecja na pewno nie jest też tak skomercjalizowana jak Chorwacja. Jak powiedział nam skipper, odwiedzający wyspy od 30 lat, niewiele się przez ten czas zmieniło.
Dobitnym tego symbolem jest fakt, że na Kythnos woda z gorącego źródła płynie wprost na plaże. Nikt nie wpadł na pomysł by pobierać jakiekolwiek opłaty. Nikt nie ogrodził, nie wybudował basenów itp. Ktoś poukładał jedynie kamienie, tak by gorąca woda, nie mieszała się wprost z wodą morską.
Wydaje się, że mieszkańcy greckich wysp mają w sobie coś z charakteru powszechnych tutaj kotów. Siedzą leniwie przed domem, lub kryją się w jedynie sobie znanych zakamarkach. Na pewno nie są jednak natrętni w stosunku do turystów.

nemo

Prawdopodobnie by dobrze poznać wyspy i ich mieszkańców należałoby spędzić tam znacznie więcej czasu. Tak właśnie robi spotkany przez nas kapitan-artysta. Poświęcił on Kea 4 tygodnie, a nie był to wyjątek w jego rejsie. W takim tempie odwiedzenie wszystkich wysp zajmie mu prawdopodobnie lata, ale jemu wcale nigdzie się nie śpieszy. Od lat mieszka na swoim katamaranie, którym opłynął już podobno cały świat.
Kapitan Nemo - jak go nazwałem - sklejał z elementów “recyclingowanych”, czy jak sam to ujął “różnych śmieci”, model fantastycznej łodzi podwodnej i inne egzotyczne “maszyny” z opowieści Juliusza Verne. Mam nadzieję, że znajdzie bogatych sponsorów, którzy docenią jego dzieła sztuki, a także “artyzm” takiego stylu życia.

Na koniec kilka uwag o jachcie i firmie czarterowej (mam na myśli wyłącznie Kavas Yachting). Jacht nie najnowszy więc nie należało się spodziewać nie wiadomo czego. W sumie w pełni sprawny. Nic poważnego się nie zepsuło, a jednak kilka rzeczy dziwi.
Instalacja elektryczna to prawdziwe kuriozum. Włącznik w jednej kabinie, zapala światło w dwu.
Brak światła silnika. Elektryk nie raczy nawet podejść do jachtu. Przez pomocnika radzi byśmy w zamian użyli światło robocze oświetlające pokład.
Autopilot… pracownik firmy czarterowej go szuka. Ach jest, ale w bakiście pod siedzeniem sternika!
Na jachcie brak przejściówki pozwalającej podłączyć prąd w macierzystej marinie i potrzebnej prawie w każdej innej. Na szczęście po chwili zrozumieli o co mi chodzi.
Przy oddawaniu mówię, że log i prędkościomierz się zepsuły - dowiaduję się, że nigdy nie działały…

Można powiedzieć, że drobiazgi - tylko czy to przypadek, że było ich aż tyle?

ateny

Odbiór jachtu też jakiś dziwny. Z jednej strony wspaniale. Właściciel daje wino, organizuje zakupy, przynosi nową mapę by pokazać najciekawsze miejsca. Jednocześnie wszystko należy zobaczyć, policzyć i zapisać samemu, a im oddać tylko papier.
Pamiętam jak kiedyś odbierałem jacht od Chorwata. On mówił po niemiecku, ja po angielsku, ale liczba informacji jaką udało mu się przekazać była naprawdę niewspółmierna.

Na koniec próba wmówienia nam, że coś uszkodziliśmy przy relingu… Pojawia się właściciel (a może to obecność Marcina?) i wszystko kończy się dobrze. Ale będzie to nauczka by wszystko dwa razy sprawdzić przy odbiorze.

Ta kropla goryczy nie zepsuła nam jednak urlopu. Do Grecji jeszcze wrócimy, ale pewnie następnym razem skorzystamy z innej firmy czarterowej.
Nie wiem, czy Marcin doszedł do podobnych wniosków, ale następna Majówka podobno w okolicy Elby - tam też popłyniemy :-)

akropol

Po rejsie jeden dzień zostaliśmy jeszcze w Atenach. Warto pokazać dzieciom Akropol i inne zabytki. Ateny to jednak wielkie miasto, podobno 5 milionów mieszkańców. Po spokoju wysp sprawiało nieco przytłaczające wrażenie.
Ateny zaskoczyły też mnie swoją relatywną nowością - choć nie do końca nowoczesnością bo drapaczy chmur tam nie ma. Wydaje się, że prawie całe miasto powstało w XX wieku. Plaka nie przypomina średniowiecznej starówki. Trudno też dopatrzeć się choćby XIX wiecznych bogatych kamienic. Wydaje się, że miasto odrodziło się dopiero po powstaniu państwa greckiego. Nie dziwi mnie teraz, że na początku, nie było wcale stolicą niepodległej Grecji.


Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom rejsu, tym małym i tym większym. Dzięki Wam wygraliśmy, a przecież dla wielu był to pierwszy rejs morski, czy rejs w ogóle!

zaloga

Grażyna, Ania, Michał, Ela, Marta, Kacper, Marzena
Maciek, Mila i ja (jak zawsze w okularach przeciwsłonecznych)


Zapraszam do odwiedzenia wszystkich garerii zdjęć z Grecji:



ładuję komentarze...