Yachtmaster - egzamin i kurs przygotowawczy

http://stryjski.net/yachtmaster-egzamin-kurs/

ja na jachcie

Marcin poprosił mnie bym napisał jak wygląda egzamin i kurs przygotowawczy na Yachtmastera, czyli brytyjskiego kapitana, z punktu widzenia polskiego żeglarza.

Mam duże wątpliwości, czy można mnie nazwać polskim żeglarzem. Wszystkie kursy i kwalifikacje robiłem w RYA. Pływałem jednak głównie z Polakami, więc pewne porównanie pomiędzy obydwoma systemami jednak mam. Mam nadzieję, że ten opis przyda się komuś w przyszłości.

Kurs przygotowawczy i egzamin zorganizowany był przez Trafalgar Sailing, jedną z 4 szkół żeglarskich w Gibraltarze akredytowanych przez RYA. Z ich usług jestem zadowolony. Wg. opinii zebranych na miejscu wszystkie szkoły w Gibraltarze oferują podobny, dobry standard merytoryczny i obsługi klienta. Zresztą są one powiązane - np. nasz egzaminator jest instruktorem w innej szkole.

marina

Dlaczego akurat w Gibraltarze? Koniec lutego, to nie jest za bardzo pora by wyruszać na Morze Północne, czy nawet Kanał Angielski. W Gibraltarze panowały warunki prawie letnie. Temperatura od 15 do 20 stopni. Wiatr do 5 Beauforta, ale zafalowanie na zatoce małe. Deszcz tylko jednego dnia. Dodatkowo Gibraltar to wody pływowe. Pływy nie są duże, jedynie 1m, ale w cieśninie występuje stały prąd morski, który należy uwzględniać, we wszystkich kalkulacjach. Dodatkowo duży ruch statków handlowych, promów i łodzi rybackich wymaga ciągłej uwagi i znajomości przepisów. Wszystko to razem, czyni Gibraltar dobrym miejscem do nauki i testowania umiejętności żeglarskich.

Kurs odbywał się od poniedziałku do piątku od 0900 do około 1900, raz 2200. Egzamin odbył się w sobotę między 1000, a 0200 dnia następnego. Kurs to przede wszystkim praktyczne ćwiczenie manewrów w zatoce i marinie. Przez tydzień przepłynęliśmy zaledwie 142 mil morskich. Na noc wracaliśmy do mariny w Gibraltarze. Z tego co wiem nie jest to jednak zawsze regułą i czasami odwiedza się również inne porty.

Gibraltar

Pływaliśmy Bavarią 36, czyli typowym jachtem szkoleniowym. W systemie brytyjskim każdy kurs i egzamin (nawet na żeglarza) musi się odbywać na morskim jachcie kabinowym o długości co najmniej 33 stóp, z ożaglowaniem slop. System stawiania i refowania grota był tradycyjny. Genua na rolerze. W RYA wychodzi się z założenia, że kursy maja przygotowywać do pływania na typowych jachtach czarterowych, a nie zapoznać z tradycją żeglarską. Stan jachtu był zadowalający, aczkolwiek zdarzały się drobne usterki. Śmialiśmy się, że ma to nas przygotować do ewentualnych przygód na własnych rejsach. Prawdopodobnie większe znaczenie miał fakt, że jacht był zaledwie tydzień przed corocznym remontem.

W kursie brało udział 5 osób. Ja i Obi byliśmy na kursie przygotowawczym do egzaminu Yachtmastera. David i Keith uczestniczyli w kursie Coastal Skipper (sternik morski). Richard w tzw. Fast Track, czyli 12 tygodniowym, rezydencjalnym kursie teoretyczno-praktycznym. Przygotowuje się w nim osoby o małym doświadczeniu do egzaminu na Yachtmastera. Często, tak jak w jego przypadku, z myślą o późniejszej pracy jako kapitan jachtowy. Oba kursy, przygotowawczy do egzaminu Yachtmaster i praktyczny Coastal Skipper, to dokładnie ten sam kurs. Z “niewiadomych” przyczyn ten pierwszy jest jednak nieznacznie droższy. Same egzaminy są również podobne. Jak mówił nasz instruktor Jim, to praktycznie ten sam egzamin, ale na przyszłych kapitanów patrzy się surowiej.

marina na lotnisku

Do przystąpienia do obu egzaminów wymagane jest posiadanie certyfikatu operatora radia krótkiego zasięgu (VHF) i kursu pierwszej pomocy. Kandydaci powinni ukończyć kurs teoretyczny i zdać egzamin teoretyczny na poziomie Yachtmaster, lub co najmniej Day Skipper. Ewentualnie posiadać porównywalną wiedzę teoretyczną zdobyta w inny sposób. W naszym przypadku wszyscy ukończyli oba kursy teoretyczne, więc trudno mi powiedzieć jak traktowane są osoby, które zdobyły wiedzę teoretyczną inaczej. Wymagany jest również minimalny staż: 2500 mil morskich, z czego przynajmniej połowa na wodach pływowych, minimum 50 dni, w tym co najmniej 5 jako skipper. Staż wystarczy, że jest udokumentowany książeczką żeglarską, logiem własnego jachtu, czy nawet zwykłym zestawieniem i oświadczeniem kandydata. Powszechne w Polsce “opinie z rejsu” są w systemie brytyjskim całkowicie nieznane.

Na kursie największy nacisk kładzie się na manewry przeprowadzane na żaglach. My ćwiczyliśmy:

  • człowiek za burtą,
  • cumowanie do boi,
  • cumowanie do kei,
  • kotwiczenie.

Manewry na silniku to:

  • podchodzenie i odchodzenie od kei rufą, dziobem i alongside,
  • obrót jachtu o 360 stopni dookoła własnej osi (wykorzystanie prop-work nie jest tu najważniejsze, raczej obranie właściwego kierunku obrotu w stosunku do wiatru),
  • kotwiczenie i opuszczanie kotwicowiska.

Z praktycznych zadań nawigacyjnych trenowaliśmy:

  • “ślepą nawigację”, czyli symulacja odnajdywania bezpiecznego miejsca w czasie mgły, używając jedynie nawigacji tradycyjnej (log, mapa) omijając wyimaginowaną rafę i inne statki,
  • symulowany plan rejsu (w naszym przypadku do Afryki) z uwzględnieniem pływów (wysokość i prądy),
  • nawigacja przybrzeżna w dzień i w nocy - w określonym miejscu, np. na przecięciu linii zmiany świateł sektorowych i konturu, musieliśmy się znaleźć używając jedynie żagli.

W czasie trwania całego egzaminu GPS był oczywiście wyłączony.

Wszystkie te elementy były sprawdzane w czasie egzaminu. Jednak nie wszyscy musieli wykonać każde zadanie. W naszym przypadku na egzaminie wszystkim “upiekły się” manewry na żaglach. Tego dnia wiatr prawie całkowicie znikł. Biorąc jednak pod uwagę jak wiele czasu przeznaczyliśmy na to w trakcie kursu, jest to na pewno ważny element egzaminu.

Dodatkowo w czasie egzaminu zadawane są pytania teoretyczne. W naszym przypadku dotyczyły one:

  • praktycznej znajomości mapy i symboli na niej,
  • międzynarodowe zasady prewencji kolizji (czyli kto i kiedy powinien zmienić kurs)
  • światła nawigacyjne,
  • sygnały mgłowe,
  • flagi,
  • pogoda,
  • interpolacja pływów - obliczenia wysokości i czasu dla portów nie objętych dokładnymi tabelami (secondary port), oraz interpolacja prędkości prądu pomiędzy springs i neaps.

on nie zdał

Ważne było również przeprowadzenie odpowiedniej odprawy bezpieczeństwa (safety briefing). Co istotne, w tym przypadku można, a nawet trzeba posługiwać się notatkami.

Należy uwzględnić następujące elementy:

  • zagrożenia na jachcie (boom, możliwość wypadnięcia itp.),
  • używanie kamizelek i szelek,
  • uruchomienie silnika,
  • tratwa ratunkowa (jak działa, kiedy użyć),
  • środki pirotechniczne,
  • radio i Mayday,
  • instalacja gazowa i jej obsługa,
  • możliwość wystąpienia pożaru, zasady gaszenia, lokalizacja gaśnic,
  • choroba morska,
  • apteczka,
  • zawory bezpieczeństwa instalacji wodnej,
  • ręczne wypompowywanie wody.

Zobacz też Safety Briefing check-list

Nasz egzaminator kładł też duży nacisk na działanie i konserwację silnika:

  • sprawdzanie i uzupełnianie oleju w silniku i skrzyni biegów,
  • wymiana filtru oleju,
  • filtr paliwa,
  • odpowietrzenie silnika w instalacji niskiego i wysokiego ciśnienia,
  • pasek alternatora,
  • wymiana turbiny w sprężarce.

jachty

Ważnym elementem egzaminu jest sprawdzenie zdolności komunikacyjnych. Nie chodzi o dokładną znajomość angielskiej terminologii żeglarskiej - choć jest ona z pewnością przydatna - ale o możliwość jasnego przedstawienia sytuacji i zadań załodze. Każdy, nawet najprostszy manewr, poprzedzony powinien być wyjaśnieniem planu działania i zadań każdego członka załogi. Tacking czy jaibing powinien być przeprowadzony w ten sposób, że odpowiednie (nie koniecznie tradycyjne, ale zrozumiałe dla załogi) komendy są wydawane w odpowiednim momencie przez sternika lub skippera.

Egzamin wiąże się zapewne dla wszystkich ze stresem. Prawdopodobnie jest to zamierzone.

Większość egzaminu jest sprawdzeniem działania w sytuacjach kryzysowych, co naturalnie wiąże się ze stresem. Jak to podkreślił nasz instruktor Jim, kurs i egzamin ma umieścić nas poza strefą komfortową. Sprawdzić, czy w sytuacji zagrożenia nie popełnimy jakiegoś kardynalnego błędu. Jednocześnie podkreślał, że jest to jedynie kolejny dzień na wodzie. Wymagania nie są jakoś specjalnie wygórowane. Wbrew obiegowej opinii kapitan to nie Bóg, więc nieomylność i wszechwiedza nie są wymagane.

zatoka

Jak mówił Jim: egzaminator jest na jachcie po to by dać wam certyfikat, a nie po to by was oblać. Z naszej 5-tki, 4 osoby zdawały egzamin w tym samym czasie co ja. Zdali wszyscy. Na pewno w jego trakcie wszyscy popełniliśmy jakieś błędy. Nie znaliśmy odpowiedzi na jakieś trudne pytanie. Zarówno kurs, jak i egzamin wykazał luki w wiedzy i doświadczeniu.

Zdanie egzaminu na Yachtmastera nie jest na pewno ukoronowaniem “kariery” morskiej. To jedynie kolejnym krok w ciągłym doskonaleniu swoich umiejętności. Polecam to doświadczenie każdemu kto prowadzi jacht jako skipper.

Zobacz także:

Powodzenia!



ładuję komentarze...